Exclusive
7
min

Kwitne Queer, czyli Inni w Berlinie

„W Niemczech Ukraińcy mają zapewnionych darmowych tłumaczy, tyle że większość z nich to homofobiczni Rosjanie. Postanowiliśmy więc chronić przed tym naszą społeczność queer”

Ksenia Minczuk

Loki von Dorn i Maryna Usmanowa – założycielki jedynej organizacji queerowej dla Ukraińców w Europie Zachodniej. Zdjęcie: Ołena Kwasza

No items found.

Zostań naszym Patronem

Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie. Nawet mały wkład się liczy.

Dołącz

„Tęczowe symbole” – dla Rosjan sygnał do poniżania, znęcania się, gwałtów i mordowania

– Przed inwazją byłam współzałożycielką i dyrektorką organizacji „Insza” [Inna – red.] w Chersoniu – mówi Maryna Usmanova. – Od 2014 roku chroni ona prawa kobiet i członków społeczności LGBT+. Organizowaliśmy akcje informacyjne, szkolenia dla policji i władz lokalnych, działaliśmy na rzecz otwarcia schroniska dla ofiar przemocy domowej.

Maryna Usmanowa. Zdjęcie: FB
Podczas okupacji przewoziliśmy ludzi z regionu Chersoń. Udało się usunąć ponad 300 osób: przedstawicieli społeczności LGBT, aktywistów, dziennikarzy, żony wojska. Dla tych, do których śmierć była podobna

Organizacja charytatywna „Insza” i zespół organizacji pozarządowej „Prożektor” [Reflektor – red.] wspólnie udokumentowali zbrodnie wojenne przeciwko osobom LGBT+ na okupowanym, a potem wyzwolonym terenie obwodu chersońskiego. Zdarzały się przypadki brutalnych nadużyć ze strony rosyjskich wojskowych. Dla nich „tęczowe symbole” (w telefonach czy na tatuażach) to sygnał do poniżania, znęcania się, gwałtów i mordowania.

Według raportu „Prożektora” rosyjscy żołnierze nagminnie atakują osoby należące do społeczności LGBT+. Istnieją dowody, że zmuszali mężczyzn do rozbierania się, sprawdzali ich smartfony pod kątem aplikacji randkowych dla osób tej samej płci i dotkliwie ich bili.

Ołeksij został zatrzymany w punkcie kontrolnym, wepchnięty do furgonetki i przewieziony do tymczasowego aresztu tylko za to, że był osobą LGBT+. W areszcie najpierw go pobili pobity. Potem przynieśli mu czerwoną sukienkę i zmusili do jej założenia. W tej sukience został zabrany na przesłuchanie przez oficera FSB. Rosjanom nie spodobały się odpowiedzi Ołeksija, więc wpisali go na specjalną listę i pozostawili w areszcie. Wpisanie na tę listę „pozwalało” strażnikom go bić, torturować elektrowstrząsami, zmuszać do jedzenia ukraińskiej flagi itp.

W areszcie często dochodziło do przemocy seksualnej. Nie było żadnej opieki medycznej, więźniowie byli karmieni raz dziennie i tylko ci, którzy „zasłużyli” na prysznic, mogli z niego skorzystać. Strażnicy zmuszali zatrzymanych do aktów seksualnych – to był warunek zgody na prysznic. Ołeksij był przetrzymywany przez 64 dni. Zanim go zwolnili, każdego ranka przez 10 dni z rzędu musiał śpiewać rosyjski hymn. Strażnicy obserwowali go przez lornetkę z innego budynku, by mieć pewność, że to robi.

Takich przykładów jest wiele.

–  Część społeczności LGBT+ nadal mieszka w Chersoniu, ale działa tam już „Insza” – kontynuuje Marina Usmanowa. – Otrzymaliśmy na przykład dotację na dostarczenie do miasta rowerów: Chersoń ma problem z transportem publicznym, a poruszanie się po mieście pieszo jest niebezpieczne. Kupiliśmy więc rowery, przywieźliśmy je do miasta i rozdaliśmy tym, którzy ich potrzebowali. Inną naszą inicjatywą jest ocalanie dzieł sztuki. Udało nam się uratować wiele cennych eksponatów.

Jednak pobyt w Chersoniu był dla mnie zbyt niebezpieczny i musiałam wyjechać. W mieście działałam jako aktywista, zapraszano mnie do telewizji i radia, a adres naszej organizacji był adresem domu, w którym mieszkałam. Nie było trudno więc namierzyć mnie jako działaczkę LGBT+. Poza tym przed inwazją centrum kryzysowe prowadziło kampanię, którą reklamowały billboardy z moją twarzą. A jeśli wpiszesz w Google: „Chersoń LGBT”, dostaniesz wiele informacji na mój temat.

Jak się później dowiedziałam, szukali mnie. Gdybym więc nie wyjechała, nie rozmawiałabym teraz z tobą

Każdy potrzebuje swojej społeczności, zwłaszcza Ukraińcy

– Do Berlina dostaliśmy się „przez Australię”. Nasz przyjaciel aktywista z Chersonia, który przeprowadził się do Australii dawno temu, pomógł nam znaleźć ludzi w Berlinie, którzy zgodzili się nam pomóc.

Zostaliśmy zakwaterowani w komunie anarchistycznej. Było nas siedmioro, plus kot i pies. Wszyscy mieszkaliśmy w jednym pokoju przez 8 miesięcy, ale to nie była najgorsza opcja. Jesteśmy bardzo wdzięczni, anarchiści to święci ludzie (śmiech).

Zaczęliśmy spotykać innych aktywistów i pewnego dnia razem z Lokim von Dornem zdecydowaliśmy, że stworzymy własną organizację.

Teraz społeczność Kwitne Queer liczy ponad 100 członków. Jesteśmy jedyną organizacją queerowych Ukraińców w Europie Zachodniej. Spotykamy się mniej więcej raz w tygodniu, omawiamy plany, organizujemy dyskusje, wykłady, grupy wzajemnego wsparcia, gramy w „Mafię” i wspólnie obchodzimy święta. Dziś każdy potrzebuje własnej społeczności, zwłaszcza Ukraińcy.

W zespole Kwitne Queer jest pięć osób: Kiryło Kozakow, Maryna Usmanowa, Loki von Dorn, Gala Kornienko i Mariana Polewikowa. Wszyscy przyjechali do Berlina z powodu wojny. Zdjęcie: archiwum prywatne

Zdarza się, że przyjeżdżasz do miejsca, które wydaje się przyjazne dla ludzi takich jak ty, a potem słyszysz nieprzyjazne pytania o politykę: „Dlaczego wasz Zełenski jest w stanie wojny z Rosją?”. I często zadają je nie Rosjanie, ale ludzie z Kazachstanu czy Azerbejdżanu. Po podobnych pytaniach trudno uznać taką społeczność za własną.

Jednym z naszych ważnych projektów jest „Twój friendli tłumacz”. Każdy z nas musi od czasu do czasu kontaktować się z lekarzami, agencjami rządowymi, urzędami pracy itp., lecz większość Ukraińców nadal nie mówi po niemiecku. Jak więc wytłumaczyć np. ginekologowi, że choć ktoś ma brodę, ma też pochwę? Jest wiele spraw, w których nie da się być skutecznym bez tłumacza.

Ogólnie rzecz biorąc, w Niemczech istnieją fundacje charytatywne, które zapewniają bezpłatnych tłumaczy, na przykład Caritas. Tyle że, po pierwsze, to organizacja religijna. A po drugie, zapewniają Ukraińcom tłumaczy, którzy w większości są Rosjanami, bo w Niemczech Rosjan jest wielu. No i nie możesz sam wybrać tłumacza, bo to usługa bezpłatna.

Wyobraź więc sobie, że osoba transpłciowa idzie do ginekologa w towarzystwie homofobicznej, ukrainofobicznej babci, która jest tłumaczką. Byłam kiedyś u terapeuty w towarzystwie właśnie takiej osoby. Powiedziała mi, że „wszyscy Ukraińcy to banderowcy” – i tak dalej, zgodnie z listą znanych rosyjskich narracji

Dlatego wymyśliliśmy rozwiązanie: osoba idzie do lekarza, dzwoni do naszego ukraińskiego tłumacza przez Telegram, a on tłumaczy przez zestaw głośnomówiący. Mamy już pięcioro takich specjalistów, a doświadczenie pokazuje, że ta opcja jest znacznie wygodniejsza niż to, co oferują lokalne organizacje charytatywne. Ta usługa jest wśród nas bardzo popularna.

Jednym z moich marzeń i celów jest posiadanie własnego schroniska lub mieszkania socjalnego, queerowego hostelu. W Berlinie jest ogromny problem z mieszkaniami, od czasu do czasu ludzie lądują na ulicy. Potrzebują bezpiecznego miejsca, by przetrwać ciężkie chwile lub okresy przerwy między zakwaterowaniem.

Burmistrz Berlina Kai Wegner (w środku, w białej koszuli i dżinsach) z Ukraińcami na CSD Pride. Zdjęcie: genderstream.org

Każdego roku bierzemy udział w Berlin Pride, jednej z największych parad równości w Europie. Ołeksij Makiejew, ambasador Ukrainy w Niemczech, dołącza wtedy do ukraińskiej grupy i wygłasza przemówienie. W zeszłym roku Kai Wegner, burmistrz Berlina, przemawiał z naszej ciężarówki.

Czy w Berlinie są jakieś problemy z homofobią? Na poziomie prawa wszystko jest w porządku, ale na poziomie osobistej komunikacji – nie zawsze. Niemcy rozumieją, że homofobia jest zła, że pokazuje cię jako osobę co najmniej niewykształconą. Tyle że w Berlinie Niemcy nie stanowią już nawet połowy populacji. Jest wielu ludzi z innych krajów, którzy przywieźli ze sobą swoją homofobię.

Wybrałem Berlin, bo czułem się tu bezpiecznie

Loki von Dorn, osoba niebinarna, obrońca praw człowieka, aktywista i aktor, mówi:

– Jeszcze przed inwazją złamałem nogę. To było dość poważne złamanie, z odłamkami kości. Kiedy więc zaczęła się wojna, z powodu tej mojej nogi nie mogłem dołączyć do obrony terytorialnej ani nawet do sztabu wolontariuszy – nie zostałem przyjęty. W marcu w końcu przeszedłem operację i wszczepiono mi implant, by można było poskładać kość. W tym czasie nad Dnieprem latały rosyjskie samoloty. Leżałem tam, myśląc, że nie zdążę się nawet ukryć, jeśli Rosjanie zaczną bombardować.

Pod koniec maja zdecydowałem się wyjechać. Do Niemiec, bo miałem tam wielu przyjaciół – chociaż ostatecznie to nie oni mi pomogli, ale nowi znajomi. Wybrałem Berlin, ponieważ jest najbardziej przyjazny dla osób queer. Czuję się tu bezpiecznie. Berlin przypomina mi moje ulubione miasta w Ukrainie: trochę Dniepru, trochę Odessy, trochę Kijowa.

Loki von Dorn: „W Niemczech jest głos dla każdego. Niestety także dla Rosjan. Dlatego ważne jest, byśmy mieli własną, ukraińską społeczność”. Archiwum prywatne

Nie miałem pieniędzy, nie znałem języka, przygotowanie dokumentów zajęło dużo czasu, a mieszkanie miałem tylko na miesiąc. W ciągu pół roku osiem razy zmieniałem dach nad głową, czasami spałem na podłodze. Ale mimo to szybko się przystosowałem i od razu zacząłem szukać jakiegoś zajęcia.

Kreatywnym profesjonalistom trudno znaleźć pracę w Berlinie, bo każdy tutaj jest artystą. Nie jesteś tu konkurencyjny, bo bardzo wielu ludzi wygląda, jak ty

Jako profesjonalny aktywista szukałem czegoś dla siebie przede wszystkim w tym kierunku. Marynę Usmanową znałem jeszcze z Ukrainy, a w Berlinie chodziłem na wydarzenia, które organizowała dla ukraińskiej społeczności queer. Pewnego dnia, to było pod koniec 2022 roku, postanowiliśmy stworzyć organizację dla Ukraińców, którzy znaleźli się tutaj z powodu wojny.

W lutym 2023 roku rozpoczęliśmy proces rejestracji Kwitne Queer. Napisaliśmy statut, złożyliśmy dokumenty, lecz dopiero w sierpniu 2024 roku przyznano nam oficjalny status organizacji non-profit; wcześniej działaliśmy jako wolontariusze. Bardzo trudno zarejestrować organizację non-profit w Niemczech. Wciąż czekamy na zgodę na założenie naszego konta, bez którego nie możemy otrzymywać dotacji i wydawać z nich pieniędzy.

Naszą główną misją jest wspieranie równych szans i integracji queerowych Ukraińców w Niemczech, ułatwianie im interakcji. Wszyscy potrzebujemy wsparcia. Bo czasami nie możesz zgadnąć, na jakiej podstawie jesteś dyskryminowany: czy dlatego, że jesteś queer, czy dlatego, jesteś uchodźcą – a może dlatego, że jesteś Ukraińcem.

Niedawno zostaliśmy uroczyście przyjęci do Sojuszu Organizacji Ukraińskich. Co ciekawe, obejmuje on między innymi Ukraiński Kościół Prawosławny. Nie zgłosili sprzeciwu. Wraz z innymi organizacjami Sojuszu dzielimy pomieszczenie, w którym możemy organizować nasze wydarzenia.

Do momentu publikacji tego artykułu Kwitne Queer oficjalnie otrzymało niemieckie konto bankowe, dotację od jednego z berlińskich centrów dzielnicowych i uruchomiło oficjalną stronę internetową.

No items found.
Partner strategiczny
Dołącz do newslettera
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Dziennikarka, pisarka, podcasterka. Uczestniczka projektów społecznych mających na celu rozpowszechnianie informacji na temat przemocy domowej. Prowadziła własne projekty społeczne różnego rodzaju: od rozrywki po film dokumentalny. W Hromadske Radio tworzyła podcasty, fotoreportaże i filmy. Podczas inwazji na pełną skalę rozpoczęła współpracę z zagranicznymi mediami, uczestnicząc w konferencjach i spotkaniach w Europie, aby rozmawiać o wojnie na Ukrainie i dziennikarstwie.

Zostań naszym Patronem

Nic nie przetrwa bez słów.
Wspierając Sestry jesteś siłą, która niesie nasz głos dalej.

Dołącz

Od marca 2025 roku Jakub Karnowski jest prezesem zarządu KredoBanku (Grupa PKO Banku Polskiego) z siedzibą we Lwowie; wcześniej, od sierpnia 2024, pełnił funkcję pierwszego wiceprezesa. KredoBank – jako ukraiński bank z polskim kapitałem – finansuje przedsiębiorstwa i projekty wspierające stabilność oraz odbudowę ukraińskiej gospodarki. W latach 2021–2024 był niezależnym członkiem rady nadzorczej Ukrzaliznyci, zasiada również w radzie nadzorczej Ukrposzty.

Joanna Mosiej: Jakiś czas temu wspólnie uczestniczyliśmy w wykładzie profesora Jarosława Hrycaka, który próbował odpowiedzieć na pytanie, jakiej Ukrainy potrzebuje Polska i jakiej Polski potrzebuje Ukraina. Jestem bardzo ciekawa, jak Pan sam odpowiedziałby dziś na to pytanie.

Jakub Karnowski: Jesteśmy pod koniec czwartego roku pełnoskalowej wojny. Dla Ukraińców wojna zaczęła się jednak w 2014 roku, a więc trwa już niemal dwanaście lat. Musimy mieć świadomość, że Ukraina jest krajem skrajnie wyczerpanym. Setki tysięcy ludzi zginęły lub zostały ranne w wyniku rosyjskiej agresji.

Polska również jest stroną tej wojny – choć nie w sposób otwarty. Rosja nie odważy się na bezpośredni atak na kraj należący do NATO, między innymi ze względu na niezwykłe bohaterstwo Ukraińców. Ale to, co obserwujemy: sabotaże na kolei, podpalenie hali przy ulicy Marywilskiej w Warszawie i wiele innych zdarzeń – to są realne zagrożenia. Jestem przekonany, że o części z nich nawet nie wiemy, bo zostały skutecznie udaremnione przez polskie służby. Musimy jasno powiedzieć: wróg jest wspólny. Historycznie często bywało tak, że Polska była w lepszej sytuacji niż Ukraina – głównie z powodów geograficznych.

Joanna Mosiej: Im bliżej Moskwy, tym gorzej.

Dokładnie tak. Nie trzeba nikogo przekonywać, dlaczego wzajemnie się potrzebujemy. Polska potrzebuje Ukrainy zdolnej do obrony przed rosyjską agresją. Z kolei Ukraina potrzebuje silnej Polski jako zaplecza logistycznego, politycznego i społecznego. Tu mieszkają rodziny ukraińskich żołnierzy. Jesteśmy sobie najbliżsi pod każdym względem: kulturowym, długości granicy, intensywności przepływu towarów.

Sukces polskiej gospodarki jest bezprecedensowy i Ukraińcy nam go szczerze zazdroszczą. Wydatki na obronność rzędu 4–5 procent PKB są możliwe właśnie dlatego, że wcześniej udało się przeprowadzić skuteczne reformy gospodarcze. Ukraina tego etapu nie przeszła. Dlatego potrzebujemy się nawzajem silni – różni, ale wspierający się.

Joanna Mosiej: Witalij Sych, redaktor naczelny NV.ua, powiedział w rozmowie z nami: „Warszawa to Kijów, któremu się udało”. Dla wielu Ukraińców Leszek Balcerowicz jest w pewnym sensie bohaterem. Dlaczego Ukrainie w latach 90. się nie powiodło i czy po wojnie jest jeszcze na to szansa?

Przyczyn jest wiele. W 1990 roku PKB na mieszkańca w Ukrainie, jeszcze w Ukraińskiej SRR, było wyższe niż w Polsce.

Pamiętam to bardzo dobrze. Mam osobistą historię: w dniu ogłoszenia niepodległości Ukrainy, 24 sierpnia 1991 roku, byłem w Chmielnickim. Miałem 17 lat i zajmowałem się handlem: kupowałem spodnie w Przemyślu i sprzedawałem je na bazarze w Ukrainie. Widziałem na własne oczy, jak wyglądały oba kraje. Ukraina była wówczas nieco bardziej rozwinięta niż Polska.

Stało się tak z kilku powodów. Po pierwsze: nie miała swojego Balcerowicza jako realnego lidera przemian. On sam był później na Ukrainie bardzo wysoko ceniony: w 2016 roku zaproponowano mu nawet stanowisko premiera. Nie przyjął tej propozycji, ale przez pewien czas kierował zespołem doradców prezydenta Petra Poroszenki. Wspierała go grupa Polaków i osób z ukraińskimi korzeniami.

Ukrainie zabrakło jednak nie tylko jednej postaci, lecz całego środowiska - takiego, jakie w Polsce powstało wokół Unii Wolności: Jacka Kuronia, Bronisława Geremka, Adama Michnika, Tadeusza Mazowieckiego, Władysława Frasyniuka. Państwowców, inteligencji z realnym wpływem. Ukraina miała wybitne jednostki, ale nie miały one wystarczającej siły politycznej.

Do tego dochodzi czynnik historyczny. Poza zachodnią częścią kraju, która do 1939 roku należała do Polski, Ukraina była częścią Związku Sowieckiego. Profesor Hrycak mówił, że sanacja w schyłkowym okresie była dla Ukraińców trudna — ale po drugiej stronie granicy był Hołodomor, bolszewicy i terror. To była przepaść cywilizacyjna. Polska zachowała pamięć rynku, kodeksu handlowego z 1934 roku. Ukraina — nie.

I oczywiście kluczowa była odległość od Moskwy.

Joanna Mosiej: Profesor Hrycak nazwał polsko-ukraińskie pojednanie z 1991 roku „cudem”. Czy Pan też by użył tego słowa?

Staram się patrzeć na to możliwie chłodno. Nie mam korzeni na Wschodzie, pochodzę z Zagłębia Dąbrowskiego i z Warszawy więc moje spojrzenie jest bardziej analityczne. Rola prezydentów Kwaśniewskiego i Komorowskiego była ogromna. We Lwowie, na Cmentarzu Łyczakowskim, stoją obok siebie pomniki Orląt Lwowskich i Strzelców Siczowych. Trudno wyobrazić sobie podobną sytuację w innym kraju.

Dla Polaków Orlęta to bohaterowie, ale faktem jest, że strzelali do Ukraińców. Strzelcy Siczowi ginęli za wolną Ukrainę, często walcząc z Polakami. A dziś ich pomniki stoją obok siebie. To niezwykle mocny symbol „rodzinnej Europy”.

Czy nasze relacje są szczególnie trudne? Nie powiedziałbym. Jeśli spojrzymy na historię Europy, choćby Francji i Niemiec, zobaczymy, że dramatyczne doświadczenia są normą. W II RP Ukraińcy stanowili 15 procent ludności, byli największą mniejszością narodową. Prawie nie ma sąsiadujących ze sobą państw w Europie, które nie miałyby tragicznej przeszłości w XX wieku.

Jerzy Wójcik: Dlaczego Putin tak nienawidzi Polski i Ukrainy?

Jeśli połączymy Polskę i Ukrainę, mówimy o 70 milionach ludzi. Polska ma silną gospodarkę, Ukraina wydaje 27 procent PKB na obronę i testuje w realnej wojnie nowoczesne technologie militarne. My mamy kapitał, oni doświadczenie bojowe. Razem jesteśmy dla Putina realnym zagrożeniem: Polska dzięki ogromnemu rozwojowi gospodarczemu, Ukraina dzięki determinacji i doświadczeniu wojennemu.

Pytanie brzmi, ilu Polaków — także wśród tych najgłośniej protestujących i nazywających się „patriotami” — rzeczywiście byłoby dziś gotowych stanąć w obronie ojczyzny. Mam wątpliwości, czy ta gotowość dorównywałaby odwadze Ukraińców. Wielu z tych najbardziej odważnych już nie żyje, a ich rodziny są dziś w Polsce i próbują na nowo ułożyć sobie życie.

Jerzy Wójcik: Wolałbym nie sprawdzać w praktyce gotowości do poświęceń tych tak zwanych „prawdziwych polskich patriotów”.

Też wolałbym nie sprawdzać tej gotowości.

Ale musimy powiedzieć to jasno: jeśli chcemy utrzymać tempo wzrostu gospodarczego i w przyszłości mieć wyższe emerytury, ktoś w Polsce musi pracować. Ukraińcy realnie przyczyniają się do wzrostu naszego PKB.

Kto jest nam kulturowo bliższy niż Ukraińcy? Przez wieki żyliśmy na tym samym obszarze, jesteśmy do siebie bardzo podobni.

Joanna Mosiej: Milion Ukraińców mieszkających dziś w Polsce to ogromny zastrzyk dla gospodarki, która cierpi na niedobór rąk do pracy. Dlaczego państwo nie prowadzi szerokiej kampanii tłumaczącej, że bez nich nasze szpitale czy system opieki nad seniorami po prostu by nie funkcjonowały?

To prawda. Ukraińcy w realny sposób podtrzymują polską gospodarkę. Płacą składki do ZUS i składki zdrowotne, a rzadko z nich korzystają, bo są młodzi i aktywni zawodowo. Bilans dla systemu jest jednoznacznie dodatni. Doświadczenia Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii pokazują, że migranci budują PKB. Jeśli Ukraińcy wyjadą z Polski, niektóre usługi po prostu przestaną istnieć.

Jerzy Wójcik: Co daje Panu dziś największy powód do optymizmu?

Spędziłem w Ukrainie dwa lata w czasie tej wojny i dla mnie jest oczywiste, że oni nie mogą jej przegrać. Nie potrafię sobie wyobrazić rosyjskiej okupacji Kijowa czy Lwowa. Stało się zbyt wiele skrajnego zła.

Ukraina nie przegra, dopóki ma wsparcie Zachodu a Europa zaczyna wreszcie rozumieć skalę zagrożenia. Produkcja uzbrojenia w Europie gwałtownie przyspieszyła. Widzimy też, że Rosja już tu jest — w naszych mediach społecznościowych i próbuje wpływać na opinię publiczną poprzez tak zwanych „użytecznych idiotów”. Mimo to siły rozsądku wygrywają. Musimy jedynie nauczyć się rozpoznawać, kto i w jakim celu próbuje nami manipulować, zwłaszcza w okresach wyborczych. Przykładem jest choćby wsparcie części polskiej prawicy dla ugrupowań w rodzaju AfD, odwołujących się do nazistowskich tradycji — co, biorąc pod uwagę historię, jest trudne do zrozumienia.

Jerzy Wójcik: Europa musi wziąć na siebie większą odpowiedzialność, choć widać opory choćby w sprawie zamrożonych rosyjskich aktywów.

Rozmawiałem o tym w banku centralnym w Kijowie. Przyjęte rozwiązanie, czyli pożyczanie Ukrainie środków pod zastaw zysków z zamrożonych aktywów rosyjskich, daje jej realny oddech. Te około 90 miliardów euro pozwala przetrwać zimę i podtrzymać funkcjonowanie gospodarki. To rozsądny, satysfakcjonujący kompromis.

Joanna Mosiej: A odbudowa Ukrainy i rola polskich firm? Nasze inwestycje to wciąż mniej niż jeden procent. Tymczasem Niemcy już budują fabryki amunicji przy granicy.

Jako PKO Bank Polski jesteśmy dziś największą polską inwestycją w Ukrainie. Obsługujemy około 50 tysięcy firm i pół miliona klientów. Ale w czasie wojny nikt rozsądny nie buduje fabryk, które mogą zostać zniszczone jednym uderzeniem rakietowym. Biznes czeka na koniec działań wojennych, bo dziś ryzyko jest po prostu zbyt duże.

Joanna Mosiej: Skąd się bierze słynna ukraińska wytrwałość?

W Ukrainie kluczowe jest podejście do wolności i demokracji — to zasadniczo odróżnia ich od Rosjan. Nawet osoby rosyjskojęzyczne nie chcą być częścią Rosji.

To kwestia instytucji, wychowania i doświadczenia, nie genów. Ukraina jest zmęczona. W grudniu w Kijowie są zaciemnienia, jest ciężko. A mimo to Ukraińcy wciąż stoją.

Putin przeszacował siłę swojej armii, a dramatycznie niedoszacował morale Ukraińców. Rosja prowadzi wojnę na wyniszczenie, nie licząc się z życiem własnych żołnierzy. Dla Stalina milion ofiar nie miał znaczenia — i dla Putina również. Dlatego musimy wspierać Ukrainę: tam życie ludzkie ma wartość, a ludzi jest po prostu mniej.

Jerzy Wójcik: Czyli to zderzenie dwóch światów: kultury życia i kultury śmierci.

Dokładnie tak. Rosyjski Kościół jest elementem aparatu władzy, a deklarowane wartości są jedynie fasadą. Trzeba też pamiętać o roli Chin, które wspierają Rosję gospodarczo, wykorzystując skalę swojego rynku. Rosja stopniowo staje się wasalem Chin. Nie uważam jednak, że jesteśmy skazani na dominację Pekinu.

Polska rozwija się dziś najszybciej w Europie, a Unia Europejska pozostaje jedną z największych potęg gospodarczych świata. Musimy tylko przestać być naiwni wobec rosyjskiej propagandy i działać wspólnie. Portugalczyk i Polak muszą zrozumieć, że mają wspólny interes.

Posłuchaj całej rozmowy w wideopodcaście

8
хв

Ekonomista Jakub Karnowski: Ukraińcy realnie podtrzymują polską gospodarkę

Sestry

I nie chodzi o to, by śledzić wszystkie wiadomości i oglądać drastyczne zdjęcia, lecz by być zorientowanym, co się dzieje, wiedzieć jak odróżniać rzetelne wiadomości od fake newsów, viralowe zdjęcia od tych ze sprawdzonym podpisem agencji fotograficznej, czy udostępnionym w mediach przez fotografa czy fotografkę, który jest na miejscu.

W magazynie Sestry.eu opowiadamy o losach żołnierek i żołnierzy, którzy walczą na ukraińskim froncie oraz, nawet częściej, o życiu cywili, zwykłych-niezwykłych bohaterek i bohaterów życia codziennego. 

I takie fotografie trafiły do naszej galerii zdjęć z 2025 roku z Ukrainy. Nie ma wśród nich ujęć polityków, czy istotnych wydarzeń ostatnich 12 miesięcy. Nie jest to też wybór najlepszych zdjęć roku.

Chcemy pokazać Ukrainki i Ukrainców czwarty rok żyjących w obliczu wojny, ukrywających się w schronach podczas ataków rakietowych i żegnających najbliższych, ale też uprawiających sport, chwytających chwilę w tańcu, odbudowujących domy czy witających ocalałych z frontu.

“Optymiści sądzą,że wszystko będzie dobrze bez względu na nasze zaangażowanie, pesymiści zajmują przeciwne stanowisko; obie strony jednak zwalniają się z obowiązku działania. Tymczasem nadzieja to przekonanie, że to co robimy, ma znaczenie, nawet jeśli nie sposób z góry przewidzieć, jakiego i kiedy znaczenia nabierze, na kogo i na co może wpłynąć” - pisała Rebecca Solnit w eseju “Nadzieja w mroku”.

Nie odwracajmy wzroku od tych zdjęć. I działajmy, bo tylko to daje nadzieję.

Ranna kobieta w pobliżu swojego domu uszkodzonego przez rosyjski nalot w Kijowie. Ukraina, 24 kwietnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Mieszkańcy domu na obrzeżach Kijowa porządkują mieszkania po nocnym ataku Rosjan. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały o wystrzeleniu przez Rosję 593 dronów szturmowych i dwóch reaktywnych, dwóch pocisków aerobalistycznych i 46 manewrujących. Czternaście osób zostało rannych. Ukraina, 28 września, 2025 roku. Zdjęcie: Kostiantyn Liberov / Libkos/ Getty Images
Podczas ceremonii pogrzebowej w Krzywym Rogu matki płaczą nad trumnami swoich dzieci, 15-letniego Danyła Nikitskiego (po lewej) i 15-letniej Aliny Kucenko (po prawej), zabitych przez rosyjski pocisk. Ukraina, 7 kwietnia, 2025 roku/ Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Koty schowane w tornistrze czekają z uczniami w szkolnej piwnicy na zakończenie rosyjskich nalotów na Kijów. Ukraina, 24 kwietnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Młodzież gra w siatkówkę obok pomnika myśliwca z czasów sowieckich, podczas gdy ukraińskie wojsko prowadzi operacje na granicy między Donieckiem a Dniepropietrowskiem. Ukraina, 21 lipca, 2025 roku. Zdjęcie: Kostiantyn Liberov / Libkos / Getty Images
Salon fryzjerski w centrum Kijowa działa mimo że okno zostało doszczętnie zniszczone przez rosyjskie drony. Ukraina, 28 sierpnia, 2025 roku. Zdjęcie: Danylo Antoniuk / AP/ East News
Ołeksandr Zawnenko, ukraiński weteran wojenny i pacjent ośrodka rehabilitacyjnego Unbroken, tańczy z żoną Marią we Lwowie. W październiku 2024 roku 36-letni Ołeksandr z 12. Brygady Wojsk Specjalnych „Azow” stracił w bitwie obie nogi. Maria jest zawodową choreografką. Ukraina, 4 czerwca, 2025 roku. Zdjęcie: Yuriy Dyachyshyn / AFP/ East News
Podczas ceremonii w kijowskim krematorium 16-letnia Alona Zavadska przegląda zdjęcia ze swoim chłopakiem, 17-letnim Danylo Chudią, który 24 kwietnia zginął w rosyjskim ataku wraz z rodzicami, Wiktorią i Ołehem Chudią. Ukraina, 27 kwietnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Dzieci uprawiają biathlon przed szkołą rezerwy olimpijskiej w Czernihowie, uszkodzonej podczas rosyjskiego ataku rakietowego. Ukraina, 18 marca, 2025 roku.  Zdjęcie: Dan Bashakov / AP/ East News
Ukraiński żołnierz, który wrócił z niewoli po wymianie jeńców wojennych między Rosją a Ukrainą, obejmuje syna. Obwod czernihowski. Ukraina, 14 sierpnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
3
хв

Nie odwracaj wzroku. Zdjęcia roku 2025 z Ukrainy 

Beata Łyżwa-Sokół

Możesz być zainteresowany...

Ексклюзив
13
хв

Ołeksandra Matwijczuk: Sojusznicy Ukrainy to wspólnota obrońców wolności

Ексклюзив
9
хв

Polowanie na czarownice czy sprawiedliwe stosowanie prawa? O deportacjach Ukraińców

Ексклюзив
6
хв

Krymski precedens: legalizacja okupacji a bezpieczeństwo i prawo międzynarodowe

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress