Exclusive
9
min

„Hewon”, czyli być normalnym w Holandii

Po co się stroić i krzykliwie malować, skoro to nienaturalne i pozbawia luzu? Po co pchać się przed szereg, jeśli trzeba pracować w zespole? Po co siedzieć po godzinach, skoro robotę robi się w godzinach pracy? Jak żyje się ukraińskim imigrantom w Holandii i czym różnią się nasze mentalności

Kateryna Kopanieva

Holandia to kraj rowerów. Tutaj w każdej rodzinie są co najmniej 2-3, ludzie jeżdżą na nich w każdą pogodę. Zdjęcie: Shutterstock

No items found.

Zostań naszym Patronem

Dołącz do nas i razem opowiemy światu inspirujące historie. Nawet mały wkład się liczy.

Dołącz

Statystyki zatrudnienia Ukraińców w Holandii mile zaskakują – zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami europejskimi, gdzie liczba zatrudnionych nie stanowi nawet połowy liczby ukraińskich uchodźców (w Niemczech, choć istnieją tam specjalne programy integracyjne, oficjalnie zatrudnionych jest tylko 20 procent Ukraińców). W Holandii, gdzie tymczasowe schronienie znalazło około 120 tysięcy naszych rodaków, oficjalnie zatrudnionych jest 65 procent. Nie ma tam programów integracyjnych – większość Ukraińców szuka możliwości nauki języka i zatrudnienia na własną rękę.

Trudności adaptacyjne Ukraińców w Holandii stały się gorącym tematem w mediach społecznościowych, gdy Ukrainka Natalia Misjuk opublikowała post o tym, dlaczego nie mogła tego znieść i opuściła kraj.  

Napisała, że holenderscy pracodawcy nie lubią ciężko pracujących i multidyscyplinarnych fachowców, a pensje na stanowiskach wymagających niskich kwalifikacji nie wystarczają nawet na opłacenie czynszu. Stwierdziła również, że miejscowi patrzyli na nią z ukosa, ponieważ używa perfum i ma zrobione paznokcie. Ogólnie – czuła silne uprzedzenie ze strony Holendrów.

By sprawdzić, czy tak jest naprawdę, poprosiłyśmy o rozmowę trzy Ukrainki, które mieszkają w Holandii od dłuższego czasu.

Bardzo wydajni i produktywni – tylko w godzinach pracy

Hałyna Palijczuk z Kijowa przyjechała do Holandii zaraz po wybuchu wielkiej wojny. Nie miała tu krewnych, ale jej decyzja o przeprowadzce do tego kraju była świadoma.

– Znając biegle angielski, masz tu większe szanse na znalezienie pracy niż na przykład w Niemczech, gdzie mieszka moja siostra – mówi Hałyna. – Holandia to kraj imigrantów, prawie każdy tutaj zna angielski i nie ma problemu z porozumiewaniem się w nim. W Ukrainie pracowałam w komunikacji marketingowej w sektorze technologicznym, w Holandii szybko znalazłam pierwszą pracę w swojej dziedzinie. Pomogła mi umiejętność nawiązywania kontaktów i relacji.

Dobra praca pozwoliła Galinie na współwynajem mieszkania w Lejdzie. Był to jednak dopiero początek jej drogi.

Hałyna Paliczuk

– Miałam roczną umowę o pracę, lecz pracodawca jej nie przedłużył – mówi. – Nie wiedziałam wtedy, że umowy tymczasowe są w Holandii normą. Wynika to z niuansów prawa, które po pewnym czasie zobowiązuje pracodawców do przenoszenia pracowników na umowy na czas nieokreślony. Wiele firm robo to niechętnie z wielu powodów – także dlatego, że wynagrodzenia są uzależnione od wieku, a pracownicy na umowach na czas nieokreślony mogą zostać zwolnieni tylko przez sąd.

Przez pierwsze trzy miesiące po wygaśnięciu umowy miałam prawo do państwowego zasiłku dla bezrobotnych, którego wysokość zależała od otrzymywanego wcześniej wynagrodzenia. Zgodnie z prawem pierwsze dwa miesiące to 75 procent mojego wynagrodzenia, a kolejne dwa – 70 procent. Otrzymałam również zasiłek przejściowy od pracodawcy.

Nie wiedziałam, jak długo tym razem potrwa znalezienie pracy, więc musiałam poprosić o pomoc lokalne władze. Dzięki nim przeprowadziłam się do akademika, w którym mieszkali inni Ukraińcy.

Obecnie dostanie się do takich miejsc jest niemal niemożliwe, jednak w latach 2022-2023 Ukraińcy, którzy nie mieli gdzie mieszkać, byli przesiedlani do akademików, hoteli i domów wielorodzinnych. To opcja nie tylko dla bezrobotnych – wiele osób pracuje, mieszkając w akademikach, bo ich pensje nie wystarczają na wynajem mieszkań.

Wszyscy Ukraińcy, których tu znam, pracują. Pomoc społeczna to nieco ponad 300 euro na osobę i jest wypłacana tylko wtedy, gdy nie masz żadnych dochodów

Kwota ta wystarcza tylko na zakup artykułów spożywczych (średni tygodniowy rachunek w supermarkecie to około 75 euro na osobę, choć oczywiście wiele zależy to od tego, jak się odżywiasz). System zachęca ludzi do pracy. Wielu Ukraińców dostaje pracę za pośrednictwem agencji, które wysyłają ich na przykład do sprzątania lub magazynów. Najczęściej są to tzw. „umowy zerowe”: jest praca – to ją dostaniesz, nie ma – to siedzisz i nie dostajesz nic (choć po 3 miesiącach pracy masz prawo poprosić o zatrudnienie na średnią liczbę godzin, które przepracowałaś w minionym czasie). W takiej sytuacji osoba pracuje, lecz nie ma stałego dochodu. Może się on zmieniać z miesiąca na miesiąc.

Dla mnie mieszkanie w hostelu było dobrym doświadczeniem – ten okres w pewnym sensie pomógł mi zejść z nieba na ziemię. Mimo płynnego angielskiego, dobrych kwalifikacji i doświadczenia zawodowego (w tym za granicą, gdzie mieszkałam w różnych okresach mojego życia), nie mogłam znaleźć pracy. Odbyłam rozmowy kwalifikacyjne z różnymi firmami, lecz mnie odrzucali.

Nie popadłam w rozpacz tylko dlatego, że potrafię trzymać głowę wysoko. Nadal robiłam wszystko, co w mojej mocy, ale zmieniłam swoje nastawienie do tego, co było poza moją kontrolą

Na przykład wcześniej myślałam, że posiadanie wolnego czasu jest wymówką do robienia rzeczy, na które wcześniej nie miałam czasu. W mojej pierwszej pracy zaczęłam szkolić innych Ukraińców i pomagać im jako profesjonalny trener. Miałam więc czas na zdobycie międzynarodowej akredytacji coachingowej.

W tym okresie zaczęłam też pracować jako wolontariuszka. Dawno temu właśnie to pomogło mi znaleźć pracę w Kanadzie – kiedy jesteś wolontariuszem, zostajesz zauważona i masz szansę nawiązać przydatne kontakty. Na jednym z wydarzeń poświęconych prawom człowieka, gdzie byłam tłumaczką wolontariuszką, zwrócił na mnie uwagę dyrektor projektu. Szukali prawnika (a ja jestem z wykształcenia prawniczką), który mówiłby po angielsku, ukraińsku i rosyjsku. Teraz jestem prawniczką w Juridisch Loket, w programie dla migrujących pracowników, którym pomagamy. Do tej pracy muszę też znać holenderski, więc intensywnie się go uczę. Kursy językowe zapewnia pracodawca (darmowe kursy językowe można znaleźć bez pracodawców, jeśli ich poszukasz).

Hałyna lubi i swoją nową pracę, i zespół. Nie ma problemów w relacjach z holenderskimi kolegami, mimo swojego multidyscyplinarnego wykształcenia i ambicji.

– Pracując w mojej drugiej holenderskiej organizacji mogę powiedzieć, że rzeczywiście tu jest inaczej niż w Ukrainie – choć nie jest pewne, że dostrzegając różnice, nasi właściwie interpretują sytuację. Na przykład nie zgadzam się z opinią, że nie lubią tu ciężko pracujących ludzi: Holendrzy sami są bardzo wydajnymi i produktywnymi ludźmi, tyle że tylko w godzinach pracy.

Jeśli dniówka trwa od 9 do 17, to nie ma sensu pisać do kogoś maila o 17:02 – nikt na niego nie zareaguje, podobnie jak na telefon. Równowaga między pracą a życiem prywatnym jest tu bardzo ważna, a praca w nadgodzinach to dla Holendrów coś dziwnego. Tutaj nie mają nic przeciwko przejmowaniu inicjatywy, jednak musisz wiedzieć, jak to robić.

Sztuczne paznokcie i usta nie są „hewon”

W kulturze holenderskiej istnieje słowo o nazwie „hewon” (gewoon), które dosłownie tłumaczy się jako „zwyczajny” czy „być normalnym”. By zrozumieć, co to znaczy być normalnym w Holandii, musisz tu mieszkać i pracować.

Bycie nowicjuszem nie jest „hewon”. Przychodzenie na rozmowę o pracę i mówienie ludziom, jaką to jesteś „gwiazdą”, bo planujesz zostać dyrektorem działu w ciągu roku, nie jest „hewon”. „Hewon” jest wtedy, gdy jesteś graczem zespołowym

A praca zespołowa nie jest czymś typowym dla większości Ukraińców. U nas ludzie pracują w zespołach, ale są odpowiedzialni za samych siebie. Tutaj praca zespołowa jest jedną z kluczowych wartości kultury. Każdy w grupie wie, co ma robić. Nikt nie stara się wyróżnić ani pokazać, że jest bardziej proaktywny niż inni. Świeże pomysły są mile widziane, lecz istnieje procedura ich zgłaszania, by nie zakłócać dynamiki grupy. I zdecydowanie nie chodzi tu o pójście do szefa i zadeklarowanie już od progu, jak chcesz tu wszystko zmienić. Holendrzy są ludźmi dość prostolinijnymi. Powiedzą ci wprost, jeśli zrobiłaś coś źle. Nikt tutaj nie obraża się za bezpośrednią informację zwrotną, a rozmowa z kolegami o popełnionych błędach jest czymś normalnym.

Zrozumienie tej kultury wymaga czasu i dotyczy to nie tylko zachowania w pracy. Kiedy Ukrainki dziwią się, że Holenderki nie malują paznokci co dwa tygodnie, zapominają o „hewon”. „Hevon” jest wtedy, gdy kobiety akceptują siebie takimi, jakimi są. Same robią sobie manicure i nie widzą potrzeby przedłużania paznokci czy nakładania na nie trwałego lakieru. Bardzo długie paznokcie nie są „hewon”, a napompowane usta są bardzo „nie hewon”. Z drugiej strony nigdy nie spotkałam tu zaniedbanych kobiet z brudnymi paznokciami. Moim zdaniem Holenderki są piękne, tyle że ich koncepcja piękna różni się nieco od ukraińskiej. Nawiasem mówiąc, sama już stałam się „hewon” i robię paznokcie w domu.

Styl ubioru miejscowych jest zazwyczaj swobodny. Noszą rzeczy wysokiej jakości, jednak nikt nie poświęca czasu na dobieranie „odpowiedniej” torebki czy markowych akcesoriów. Na wiele rzeczy patrzy się tu bardziej swobodnie. Mogę też powiedzieć, że Holendrzy nauczyli mnie umiejętności finansowych. Wiedzą, jak oszczędzać pieniądze – wiedzą, gdzie i kiedy są zniżki, i cierpliwie na nie czekają.

Korzystają z różnych mobilnych aplikacji supermarketów i kuponów, które również pomagają im oszczędzać.

Nie widzą sensu w wydawaniu dużych pieniędzy na ogrzewanie mieszkania, skoro mogą się po prostu cieplej ubrać. Ze względu na wzrost cen gazu żartują, że kiedyś było ich stać na ogrzewanie domów do 20 stopni, a teraz to tylko 17,5

Dziś znowu mieszkam w mieszkaniu (wynajmuję je razem z moim chłopakiem w Hadze) i jestem przyzwyczajona do oszczędnego korzystania z gazu i elektryczności.

Czuję się społecznie chroniona

– Holendrzy naprawdę wiedzą, jak oszczędzać pieniądze – mówi Roksolana Prokopiuk, która przyjechała do Holandii na początku rosyjskiej inwazji, a teraz mieszka i pracuje Kaatsheuvel [miasteczko w Brabancji Północnej]. – Na przykład jeśli zauważysz, że ktoś ma nowe ubranie, najprawdopodobniej powie ci: „Dostałem to z dobrą zniżką tam i tam”.

Mieszkam w hostelu, który został stworzony dla Ukraińców w budynku starej szkoły. Warunki są dobre, są nowe meble i sprzęt. Szybko znalazłam pracę w lokalnym parku rozrywki. Pracuję jako sprzątaczka, sprzątam hotele i bungalowy. W Holandii jest dużo pracy, jeśli tylko chcesz jej szukać.

To, co mi się tu podoba, to podejście do ludzi – wszystkich zawodów.

Tutaj jesteś szanowana, dziękują ci za twoją pracę. W oczach miejscowych sprzątaczka, motorniczy tramwaju, lekarz czy profesor uniwersytetu są sobie równi

Holendrzy są bardzo bezpośredni. Jeśli kogoś lubią, nawiązują kontakt, jeśli nie, komunikacja sprowadza się do: „cześć” i „pa”. Mam dobre relacje z kolegami. Ostatnio byłam chora i zaskoczyło mnie, jak wiele osób dzwoniło i pisało do mnie, pytając, jak się czuję i czy potrzebuję pomocy. To, że nie mówię po holendersku (chociaż teraz intensywnie się go uczę), nikomu nie przeszkadza – nawet kasjer w supermarkecie przeprosi i przejdzie na angielski, jeśli zauważy, że czegoś nie rozumiesz.

Roksolana Prokopiuk

Pracując przy sprzątaniu, czuję, że jestem społecznie chroniona. Moja umowa przewiduje wynagrodzenie za urlop i chorobowe. Wiem, że jeśli zachoruję, otrzymam 80% mojej pensji. Ubezpieczenie zdrowotne też daje mi poczucie bezpieczeństwa. Musiałam chodzić do różnych lekarzy i robić badania. W regionie, w którym mieszkam, nie trzeba czekać na nie miesiącami, a wyniki otrzymałam w ciągu dwóch tygodni.

Holendrzy są dość zadowoleni z lokalnej służby zdrowia. Nawiasem mówiąc, jest wśród nich wielu długowiecznych ludzi

Być może wynika to również ze stylu życia: Holandia to kraj rowerów. Każda tutejsza rodzina ma co najmniej 2-3 rowery, ludzie jeżdżą na nich w każdą pogodę. To pomaga utrzymać formę. Mam już dwa rowery. Większość ludzi ubezpiecza swoje rowery na wypadek kradzieży. To kolejna lokalna cecha: ludzie ubezpieczają rzeczy, nieruchomości i zwierzęta domowe (usługi weterynaryjne bez ubezpieczenia są drogie).

Nauczyłam się też oszczędzać pieniądze, chociaż dopóki mogę mieszkać w hostelu, nie muszę płacić czynszu –  a to zdecydowanie duży plus. W kraju panuje kryzys na rynku mieszkaniowym i bardzo trudno coś wynająć, nawet jeśli jesteś miejscowym. Krąży tu nawet taki żart, że w Holandii to nie ty wybierasz swoje zakwaterowanie, ale ono wybiera ciebie, bo wynajmujący weźmie cię pod uwagę tylko wtedy, gdy możesz pokazać umowę o pracę i udowodnić, że masz stabilny dochód. Niemniej Ukraińcom udaje się znaleźć zakwaterowanie – znam wiele przykładów.

Chociaż formalnie Holandia nadal przyjmuje ukraińskich uchodźców i przyznaje im status tymczasowej ochrony, ci, którzy nie mają gdzie zostać po przyjeździe, mogą napotkać trudności. Obecnie wiele gmin oficjalnie deklaruje nieprzyjmowanie już Ukraińców. Powodem był kryzys mieszkaniowy: centra recepcyjne są przepełnione, nie ma wolnych miejsc (czy to w hostelach, czy hotelach). Na przykład w gminie Amerstfort mówią, że jeśli gdzieś pojawią się wolne miejsca, natychmiast są one przekazywane Ukraińcom, którzy od dawna stoją w kolejce.

Zdjęcia z prywatnego archiwum bohaterek

No items found.
Partner strategiczny
Dołącz do newslettera
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Ukraińska dziennikarka z 15-letnim doświadczeniem. Pracowała jako specjalna korespondent gazety „Fakty”, gdzie omawiała niezwykłe wydarzenia, głośne, pisała o wybitnych osobach, życiu i edukacji Ukraińców za granicą. Współpracowała z wieloma międzynarodowymi mediami.

Zostań naszym Patronem

Nic nie przetrwa bez słów.
Wspierając Sestry jesteś siłą, która niesie nasz głos dalej.

Dołącz

Od marca 2025 roku Jakub Karnowski jest prezesem zarządu KredoBanku (Grupa PKO Banku Polskiego) z siedzibą we Lwowie; wcześniej, od sierpnia 2024, pełnił funkcję pierwszego wiceprezesa. KredoBank – jako ukraiński bank z polskim kapitałem – finansuje przedsiębiorstwa i projekty wspierające stabilność oraz odbudowę ukraińskiej gospodarki. W latach 2021–2024 był niezależnym członkiem rady nadzorczej Ukrzaliznyci, zasiada również w radzie nadzorczej Ukrposzty.

Joanna Mosiej: Jakiś czas temu wspólnie uczestniczyliśmy w wykładzie profesora Jarosława Hrycaka, który próbował odpowiedzieć na pytanie, jakiej Ukrainy potrzebuje Polska i jakiej Polski potrzebuje Ukraina. Jestem bardzo ciekawa, jak Pan sam odpowiedziałby dziś na to pytanie.

Jakub Karnowski: Jesteśmy pod koniec czwartego roku pełnoskalowej wojny. Dla Ukraińców wojna zaczęła się jednak w 2014 roku, a więc trwa już niemal dwanaście lat. Musimy mieć świadomość, że Ukraina jest krajem skrajnie wyczerpanym. Setki tysięcy ludzi zginęły lub zostały ranne w wyniku rosyjskiej agresji.

Polska również jest stroną tej wojny – choć nie w sposób otwarty. Rosja nie odważy się na bezpośredni atak na kraj należący do NATO, między innymi ze względu na niezwykłe bohaterstwo Ukraińców. Ale to, co obserwujemy: sabotaże na kolei, podpalenie hali przy ulicy Marywilskiej w Warszawie i wiele innych zdarzeń – to są realne zagrożenia. Jestem przekonany, że o części z nich nawet nie wiemy, bo zostały skutecznie udaremnione przez polskie służby. Musimy jasno powiedzieć: wróg jest wspólny. Historycznie często bywało tak, że Polska była w lepszej sytuacji niż Ukraina – głównie z powodów geograficznych.

Joanna Mosiej: Im bliżej Moskwy, tym gorzej.

Dokładnie tak. Nie trzeba nikogo przekonywać, dlaczego wzajemnie się potrzebujemy. Polska potrzebuje Ukrainy zdolnej do obrony przed rosyjską agresją. Z kolei Ukraina potrzebuje silnej Polski jako zaplecza logistycznego, politycznego i społecznego. Tu mieszkają rodziny ukraińskich żołnierzy. Jesteśmy sobie najbliżsi pod każdym względem: kulturowym, długości granicy, intensywności przepływu towarów.

Sukces polskiej gospodarki jest bezprecedensowy i Ukraińcy nam go szczerze zazdroszczą. Wydatki na obronność rzędu 4–5 procent PKB są możliwe właśnie dlatego, że wcześniej udało się przeprowadzić skuteczne reformy gospodarcze. Ukraina tego etapu nie przeszła. Dlatego potrzebujemy się nawzajem silni – różni, ale wspierający się.

Joanna Mosiej: Witalij Sych, redaktor naczelny NV.ua, powiedział w rozmowie z nami: „Warszawa to Kijów, któremu się udało”. Dla wielu Ukraińców Leszek Balcerowicz jest w pewnym sensie bohaterem. Dlaczego Ukrainie w latach 90. się nie powiodło i czy po wojnie jest jeszcze na to szansa?

Przyczyn jest wiele. W 1990 roku PKB na mieszkańca w Ukrainie, jeszcze w Ukraińskiej SRR, było wyższe niż w Polsce.

Pamiętam to bardzo dobrze. Mam osobistą historię: w dniu ogłoszenia niepodległości Ukrainy, 24 sierpnia 1991 roku, byłem w Chmielnickim. Miałem 17 lat i zajmowałem się handlem: kupowałem spodnie w Przemyślu i sprzedawałem je na bazarze w Ukrainie. Widziałem na własne oczy, jak wyglądały oba kraje. Ukraina była wówczas nieco bardziej rozwinięta niż Polska.

Stało się tak z kilku powodów. Po pierwsze: nie miała swojego Balcerowicza jako realnego lidera przemian. On sam był później na Ukrainie bardzo wysoko ceniony: w 2016 roku zaproponowano mu nawet stanowisko premiera. Nie przyjął tej propozycji, ale przez pewien czas kierował zespołem doradców prezydenta Petra Poroszenki. Wspierała go grupa Polaków i osób z ukraińskimi korzeniami.

Ukrainie zabrakło jednak nie tylko jednej postaci, lecz całego środowiska - takiego, jakie w Polsce powstało wokół Unii Wolności: Jacka Kuronia, Bronisława Geremka, Adama Michnika, Tadeusza Mazowieckiego, Władysława Frasyniuka. Państwowców, inteligencji z realnym wpływem. Ukraina miała wybitne jednostki, ale nie miały one wystarczającej siły politycznej.

Do tego dochodzi czynnik historyczny. Poza zachodnią częścią kraju, która do 1939 roku należała do Polski, Ukraina była częścią Związku Sowieckiego. Profesor Hrycak mówił, że sanacja w schyłkowym okresie była dla Ukraińców trudna — ale po drugiej stronie granicy był Hołodomor, bolszewicy i terror. To była przepaść cywilizacyjna. Polska zachowała pamięć rynku, kodeksu handlowego z 1934 roku. Ukraina — nie.

I oczywiście kluczowa była odległość od Moskwy.

Joanna Mosiej: Profesor Hrycak nazwał polsko-ukraińskie pojednanie z 1991 roku „cudem”. Czy Pan też by użył tego słowa?

Staram się patrzeć na to możliwie chłodno. Nie mam korzeni na Wschodzie, pochodzę z Zagłębia Dąbrowskiego i z Warszawy więc moje spojrzenie jest bardziej analityczne. Rola prezydentów Kwaśniewskiego i Komorowskiego była ogromna. We Lwowie, na Cmentarzu Łyczakowskim, stoją obok siebie pomniki Orląt Lwowskich i Strzelców Siczowych. Trudno wyobrazić sobie podobną sytuację w innym kraju.

Dla Polaków Orlęta to bohaterowie, ale faktem jest, że strzelali do Ukraińców. Strzelcy Siczowi ginęli za wolną Ukrainę, często walcząc z Polakami. A dziś ich pomniki stoją obok siebie. To niezwykle mocny symbol „rodzinnej Europy”.

Czy nasze relacje są szczególnie trudne? Nie powiedziałbym. Jeśli spojrzymy na historię Europy, choćby Francji i Niemiec, zobaczymy, że dramatyczne doświadczenia są normą. W II RP Ukraińcy stanowili 15 procent ludności, byli największą mniejszością narodową. Prawie nie ma sąsiadujących ze sobą państw w Europie, które nie miałyby tragicznej przeszłości w XX wieku.

Jerzy Wójcik: Dlaczego Putin tak nienawidzi Polski i Ukrainy?

Jeśli połączymy Polskę i Ukrainę, mówimy o 70 milionach ludzi. Polska ma silną gospodarkę, Ukraina wydaje 27 procent PKB na obronę i testuje w realnej wojnie nowoczesne technologie militarne. My mamy kapitał, oni doświadczenie bojowe. Razem jesteśmy dla Putina realnym zagrożeniem: Polska dzięki ogromnemu rozwojowi gospodarczemu, Ukraina dzięki determinacji i doświadczeniu wojennemu.

Pytanie brzmi, ilu Polaków — także wśród tych najgłośniej protestujących i nazywających się „patriotami” — rzeczywiście byłoby dziś gotowych stanąć w obronie ojczyzny. Mam wątpliwości, czy ta gotowość dorównywałaby odwadze Ukraińców. Wielu z tych najbardziej odważnych już nie żyje, a ich rodziny są dziś w Polsce i próbują na nowo ułożyć sobie życie.

Jerzy Wójcik: Wolałbym nie sprawdzać w praktyce gotowości do poświęceń tych tak zwanych „prawdziwych polskich patriotów”.

Też wolałbym nie sprawdzać tej gotowości.

Ale musimy powiedzieć to jasno: jeśli chcemy utrzymać tempo wzrostu gospodarczego i w przyszłości mieć wyższe emerytury, ktoś w Polsce musi pracować. Ukraińcy realnie przyczyniają się do wzrostu naszego PKB.

Kto jest nam kulturowo bliższy niż Ukraińcy? Przez wieki żyliśmy na tym samym obszarze, jesteśmy do siebie bardzo podobni.

Joanna Mosiej: Milion Ukraińców mieszkających dziś w Polsce to ogromny zastrzyk dla gospodarki, która cierpi na niedobór rąk do pracy. Dlaczego państwo nie prowadzi szerokiej kampanii tłumaczącej, że bez nich nasze szpitale czy system opieki nad seniorami po prostu by nie funkcjonowały?

To prawda. Ukraińcy w realny sposób podtrzymują polską gospodarkę. Płacą składki do ZUS i składki zdrowotne, a rzadko z nich korzystają, bo są młodzi i aktywni zawodowo. Bilans dla systemu jest jednoznacznie dodatni. Doświadczenia Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii pokazują, że migranci budują PKB. Jeśli Ukraińcy wyjadą z Polski, niektóre usługi po prostu przestaną istnieć.

Jerzy Wójcik: Co daje Panu dziś największy powód do optymizmu?

Spędziłem w Ukrainie dwa lata w czasie tej wojny i dla mnie jest oczywiste, że oni nie mogą jej przegrać. Nie potrafię sobie wyobrazić rosyjskiej okupacji Kijowa czy Lwowa. Stało się zbyt wiele skrajnego zła.

Ukraina nie przegra, dopóki ma wsparcie Zachodu a Europa zaczyna wreszcie rozumieć skalę zagrożenia. Produkcja uzbrojenia w Europie gwałtownie przyspieszyła. Widzimy też, że Rosja już tu jest — w naszych mediach społecznościowych i próbuje wpływać na opinię publiczną poprzez tak zwanych „użytecznych idiotów”. Mimo to siły rozsądku wygrywają. Musimy jedynie nauczyć się rozpoznawać, kto i w jakim celu próbuje nami manipulować, zwłaszcza w okresach wyborczych. Przykładem jest choćby wsparcie części polskiej prawicy dla ugrupowań w rodzaju AfD, odwołujących się do nazistowskich tradycji — co, biorąc pod uwagę historię, jest trudne do zrozumienia.

Jerzy Wójcik: Europa musi wziąć na siebie większą odpowiedzialność, choć widać opory choćby w sprawie zamrożonych rosyjskich aktywów.

Rozmawiałem o tym w banku centralnym w Kijowie. Przyjęte rozwiązanie, czyli pożyczanie Ukrainie środków pod zastaw zysków z zamrożonych aktywów rosyjskich, daje jej realny oddech. Te około 90 miliardów euro pozwala przetrwać zimę i podtrzymać funkcjonowanie gospodarki. To rozsądny, satysfakcjonujący kompromis.

Joanna Mosiej: A odbudowa Ukrainy i rola polskich firm? Nasze inwestycje to wciąż mniej niż jeden procent. Tymczasem Niemcy już budują fabryki amunicji przy granicy.

Jako PKO Bank Polski jesteśmy dziś największą polską inwestycją w Ukrainie. Obsługujemy około 50 tysięcy firm i pół miliona klientów. Ale w czasie wojny nikt rozsądny nie buduje fabryk, które mogą zostać zniszczone jednym uderzeniem rakietowym. Biznes czeka na koniec działań wojennych, bo dziś ryzyko jest po prostu zbyt duże.

Joanna Mosiej: Skąd się bierze słynna ukraińska wytrwałość?

W Ukrainie kluczowe jest podejście do wolności i demokracji — to zasadniczo odróżnia ich od Rosjan. Nawet osoby rosyjskojęzyczne nie chcą być częścią Rosji.

To kwestia instytucji, wychowania i doświadczenia, nie genów. Ukraina jest zmęczona. W grudniu w Kijowie są zaciemnienia, jest ciężko. A mimo to Ukraińcy wciąż stoją.

Putin przeszacował siłę swojej armii, a dramatycznie niedoszacował morale Ukraińców. Rosja prowadzi wojnę na wyniszczenie, nie licząc się z życiem własnych żołnierzy. Dla Stalina milion ofiar nie miał znaczenia — i dla Putina również. Dlatego musimy wspierać Ukrainę: tam życie ludzkie ma wartość, a ludzi jest po prostu mniej.

Jerzy Wójcik: Czyli to zderzenie dwóch światów: kultury życia i kultury śmierci.

Dokładnie tak. Rosyjski Kościół jest elementem aparatu władzy, a deklarowane wartości są jedynie fasadą. Trzeba też pamiętać o roli Chin, które wspierają Rosję gospodarczo, wykorzystując skalę swojego rynku. Rosja stopniowo staje się wasalem Chin. Nie uważam jednak, że jesteśmy skazani na dominację Pekinu.

Polska rozwija się dziś najszybciej w Europie, a Unia Europejska pozostaje jedną z największych potęg gospodarczych świata. Musimy tylko przestać być naiwni wobec rosyjskiej propagandy i działać wspólnie. Portugalczyk i Polak muszą zrozumieć, że mają wspólny interes.

Posłuchaj całej rozmowy w wideopodcaście

8
хв

Ekonomista Jakub Karnowski: Ukraińcy realnie podtrzymują polską gospodarkę

Sestry

I nie chodzi o to, by śledzić wszystkie wiadomości i oglądać drastyczne zdjęcia, lecz by być zorientowanym, co się dzieje, wiedzieć jak odróżniać rzetelne wiadomości od fake newsów, viralowe zdjęcia od tych ze sprawdzonym podpisem agencji fotograficznej, czy udostępnionym w mediach przez fotografa czy fotografkę, który jest na miejscu.

W magazynie Sestry.eu opowiadamy o losach żołnierek i żołnierzy, którzy walczą na ukraińskim froncie oraz, nawet częściej, o życiu cywili, zwykłych-niezwykłych bohaterek i bohaterów życia codziennego. 

I takie fotografie trafiły do naszej galerii zdjęć z 2025 roku z Ukrainy. Nie ma wśród nich ujęć polityków, czy istotnych wydarzeń ostatnich 12 miesięcy. Nie jest to też wybór najlepszych zdjęć roku.

Chcemy pokazać Ukrainki i Ukrainców czwarty rok żyjących w obliczu wojny, ukrywających się w schronach podczas ataków rakietowych i żegnających najbliższych, ale też uprawiających sport, chwytających chwilę w tańcu, odbudowujących domy czy witających ocalałych z frontu.

“Optymiści sądzą,że wszystko będzie dobrze bez względu na nasze zaangażowanie, pesymiści zajmują przeciwne stanowisko; obie strony jednak zwalniają się z obowiązku działania. Tymczasem nadzieja to przekonanie, że to co robimy, ma znaczenie, nawet jeśli nie sposób z góry przewidzieć, jakiego i kiedy znaczenia nabierze, na kogo i na co może wpłynąć” - pisała Rebecca Solnit w eseju “Nadzieja w mroku”.

Nie odwracajmy wzroku od tych zdjęć. I działajmy, bo tylko to daje nadzieję.

Ranna kobieta w pobliżu swojego domu uszkodzonego przez rosyjski nalot w Kijowie. Ukraina, 24 kwietnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Mieszkańcy domu na obrzeżach Kijowa porządkują mieszkania po nocnym ataku Rosjan. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały o wystrzeleniu przez Rosję 593 dronów szturmowych i dwóch reaktywnych, dwóch pocisków aerobalistycznych i 46 manewrujących. Czternaście osób zostało rannych. Ukraina, 28 września, 2025 roku. Zdjęcie: Kostiantyn Liberov / Libkos/ Getty Images
Podczas ceremonii pogrzebowej w Krzywym Rogu matki płaczą nad trumnami swoich dzieci, 15-letniego Danyła Nikitskiego (po lewej) i 15-letniej Aliny Kucenko (po prawej), zabitych przez rosyjski pocisk. Ukraina, 7 kwietnia, 2025 roku/ Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Koty schowane w tornistrze czekają z uczniami w szkolnej piwnicy na zakończenie rosyjskich nalotów na Kijów. Ukraina, 24 kwietnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Młodzież gra w siatkówkę obok pomnika myśliwca z czasów sowieckich, podczas gdy ukraińskie wojsko prowadzi operacje na granicy między Donieckiem a Dniepropietrowskiem. Ukraina, 21 lipca, 2025 roku. Zdjęcie: Kostiantyn Liberov / Libkos / Getty Images
Salon fryzjerski w centrum Kijowa działa mimo że okno zostało doszczętnie zniszczone przez rosyjskie drony. Ukraina, 28 sierpnia, 2025 roku. Zdjęcie: Danylo Antoniuk / AP/ East News
Ołeksandr Zawnenko, ukraiński weteran wojenny i pacjent ośrodka rehabilitacyjnego Unbroken, tańczy z żoną Marią we Lwowie. W październiku 2024 roku 36-letni Ołeksandr z 12. Brygady Wojsk Specjalnych „Azow” stracił w bitwie obie nogi. Maria jest zawodową choreografką. Ukraina, 4 czerwca, 2025 roku. Zdjęcie: Yuriy Dyachyshyn / AFP/ East News
Podczas ceremonii w kijowskim krematorium 16-letnia Alona Zavadska przegląda zdjęcia ze swoim chłopakiem, 17-letnim Danylo Chudią, który 24 kwietnia zginął w rosyjskim ataku wraz z rodzicami, Wiktorią i Ołehem Chudią. Ukraina, 27 kwietnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
Dzieci uprawiają biathlon przed szkołą rezerwy olimpijskiej w Czernihowie, uszkodzonej podczas rosyjskiego ataku rakietowego. Ukraina, 18 marca, 2025 roku.  Zdjęcie: Dan Bashakov / AP/ East News
Ukraiński żołnierz, który wrócił z niewoli po wymianie jeńców wojennych między Rosją a Ukrainą, obejmuje syna. Obwod czernihowski. Ukraina, 14 sierpnia, 2025 roku. Zdjęcie: Evgeniy Maloletka /AP/ East News
3
хв

Nie odwracaj wzroku. Zdjęcia roku 2025 z Ukrainy 

Beata Łyżwa-Sokół

Możesz być zainteresowany...

No items found.

Skontaktuj się z redakcją

Jesteśmy tutaj, aby słuchać i współpracować z naszą społecznością. Napisz do nas jeśli masz jakieś pytania, sugestie lub ciekawe pomysły na artykuły.

Napisz do nas
Article in progress